|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Komu władza ?
Nie ma ostatnio dobrej passy Platforma Obywatelska. Można było się tego spodziewać, tylko czy tak szybko? Jako pierwsi wygrali drugie wybory z rzędu, chodzi jednak też i o to, by wygrać trzecie. Jako jeden z pierwszych rozważałem jakiś czas temu, kto obejmie władzę w roku 2015. Jeśli bowiem jedna partia wygrywa drugi raz z rzędu, to wcale nie znaczy, że ma wygrać po raz trzeci: więcej, jest to bardzo mało prawdopodobne. Zwłaszcza gdy uwzględnimy, co ostatnio Platforma i jej ministrowie wyrabiają. Albo więc atak nastąpi ze strony prawej, albo z lewej. W jednym z ostatnich sondaży był niemal idealny remis. Platforma dostała 27%, niedużo, ale jeszcze w miarę O.K. Ale gdy się dodało wynik PiS do Solidarnej Polski, też było 27%. Mało tego: gdy do wyniku SLD dodało się notowania Ruchu Palikota, było, zgadliście państwo, także 27%. Co prawda, te notowania zostały dość szybko "przykryte" takimi, w których PO miała 28%, PiS zaś za to 26%, i ogłoszono najmniejszą różnicę w najnowszej historii. Niemniej jednak frapującym pozostaje pytanie, kto po PO. PiS ma wszelkie atuty, ma bowiem swoją stałą część społeczeństwa, które ufa tylko PiSowi, oraz oczywiście ojcu dyrektorowi. Jest to spójna wizja świata, co prawda dla więkoszości wydaje się bardzo nieatrakcyjna, ale tych których pociąga jest tak dużo, że w zasadzie żadnej możliwości wykluczyć nie można. Z kolei w mediach ktoś ostatnio ogłosił niemalże triumfalnie, że jak były prezydent Kwaśniewski zostanie protektorem nowej wspaniałej koalicji Ruchu Palikota z SLD, i to na 1 maja, to wreszcie Donald Tusk będzie miał z kim przegrać. Z Kaczyńskim wszak przegrać nie może, ze względu na nieatrakcyjność Kaczyńskiego. Otóż nie jest to wcale takie pewne, a Kaczyński staje się tym bardziej atrakcyjny, im bardziej wzmacnia się przekonanie, że on reprezentuje jedyną siłę, zdolną do obalenia Platformy. Nie radzącej sobie z emeryturami, z lekami refundowanymi, z ACTA, ze Stadionem Narodowym, itp, itd. Owszem, z dwojga złego wolałoby się tę lewicę. Kłopot polega na tym, że co prawda Palikot chce tam grać pierwsze skrzypce, ale jest bardzi słaby kadrowo. Jego partia pozostaje czymś na kształt "partii protestu", nie mają jednak ekspertów, którzy rzeczywiście znaliby się na rządzeniu państwem. Może na to liczy Leszek Miller? Wydawałoby się, gra va bank. Jedyną szansą dla niego i dla jego formacji byłby ożywczy ferment kontrkulturowy związany z Palikotem, a on nie chce. Ciekawe, co z tego wyniknie, i czy Palikot w sensie politycznym będzie w stanie przeżyć, czy też pogrąży się w niebycie. Nie jest zatem na lewicy wesoło, i wszystko wskazuje na to, że Jarosław Kaczyński będzie miał kolejną szansę. Robert Krasowski, niebanalny polityczny analityk, zapewnia nas, że nic się w tej sytuacji aż tak nie zmieni, bo Kaczyński podąży raczej drogą kontynuacji, niż rewolucji. Podobno zależy mu na władzy, którą jest skłonny zdobyć odwołując się do haseł ultrarewolucyjnych - ale jak już ją zdobędzie, uspokoi się i będzie umiarkowany, choć zapewne zrobi Macierewicza ministrem i będzie nim "straszył". Czas pokaże, co z tego wszystkiego wyniknie. czwartek, 23 lutego 2012, aps
|