Blog > Komentarze do wpisu
Kwaśniewski - 55 lat (2)

Dalej mamy wizyty zagraniczne prezydenta. Bynajmniej nie chronologicznie, na początku wymienione są olimpiady w Atlancie, Sydney i Atenach oraz mecz Korea - Polska na MŚ w tym kraju w 2002 roku. Czyli jeździł sobie dla przyjemności na atrakcyjne imprezy sportowe. Tu właściwie trzeba pochwalić: autor mógł jeszcze napisać, że Polska mecz przegrała 0:2, bo wcześniej brzydko hymn zaśpiewała Edyta Górniak, która leciała z prezydentem jednym samolotem, a ten "według niektórych komentatorów" zrobił jej dziecko. Tego nie ma. Potem bardzo skrótowo, że z Bushem, czy na pogrzebie papieża, a wreszcie ładny kwiatek, wizyta w Moskwie w rocznicę zakończenia II wojny światowej, 8-9 maja 2005. Przytoczone są jako swoisty informacyjny naddatek słowa prezydenta Putina: "Zawsze będziemy pamiętać o pomocy, której udzielili nam sojusznicy – USA, Wielka Brytania, Francja i inne państwa koalicji antyhitlerowskiej, a także niemieccy i włoscy antyfaszyści (...) składamy hołd wszystkim Europejczykom, którzy stawili czoło nazizmowi". Czyli Kwaśniewski winien jest tego, że był obecny przy poniżeniu Polski, niewymienionej przez rosyjskiego prezydenta.

Dalej znów trochę suchych faktów, i dochodzimy do polityki legislacyjnej. I co tu czytamy? "W 1999 zawetował ustawę wprowadzającą liniowy podatek PIT. Zdaniem niektórych ekonomistów zmiany w podatkach mogłoby przyczynić się do zmniejszenia bezrobocia w Polsce". Trzy kwestie tu się czają: błąd gramatyczny, błąd merytoryczny (tamta ustawa wcale nie wprowadzała podatku liniowego, nigdy w Polsce takiej próby nie podjęto), no i słynni "niektórzy ekonomiści", w roli "niektórych komentatorów". Tym razem Kwaśniewski w roli niszczyciela miejsc pracy.

Potem o ułaskawieniach, z podaniem liczby ułaskawionych (4245 osób) i z wymienieniem nazwisk Sławomira Sikory, Zbigniewa Sobotki i Petera Vogla (o dwóch ostatnich przeciwnicy mieli do niego pretensje, więc akurat oni z 4245 zostali wymienieni).

Można następnie poczytać o orderach, rodzinie, działalności po prezydenturze, i zdumiony czytelnik napotyka słowo: Krytyka. Aha, czyli do tej pory to było obiektywnie, czy nawet pozytywnie. A teraz proszę: szczegółowe opisy historii z wykształceniem przy wyborach w 1995 roku, kontakty ze szpiegiem Ałganowem, problem z "golenią" w Charkowie, dostaje mu się też za gest ministra Marka Siwca całującego Ziemię Kaliską na wzór papieża, odmowę zeznań przed komisją w sprawie afery Rywina, a także alkoholowe ekscesy w kampanii wyborczej roku 2007 ("choroba filipińska"). Bynajmniej nie są to akapity 4-linijkowe, a znacznie dłuższe. Na końcu 8 jeszcze punktów w rozdziale "Inne zdarzenia", od akcji Polisy po taśmy Oleksego, czyta się to wszystko jak akt oskarżenia.

Mogło być jeszcze gorzej - jak się wejdzie w zakładkę "dyskusja", to mamy tam wiele zarzutów różnych radykałów, że to właściwie za dobrze jest napisane, że nie ma na przykład o rzekomej zbrodniczej przeszłości ojca Kwaśniewskiego, pada zdaje się nazwisko „Stolzman”, itp.

Przypomniała mi się jedna z ciekawszych książek, wydanych w latach 80-tych w drugim obiegu: „Struktura kłamstwa” Piotra Wierzbickiego. Autor demaskował w niej liczne chwyty propagandowe czasów realnego socjalizmu. Pojęcia takie jak „informacja z naddatkiem” to właśnie z tej książki. A także zauważone tu przeze mnie: informacja przemieszana z komentarzem, i oczywiście słynne „zdaniem komentatorów”, u Wierzbickiego było „zdaniem obserwatorów”, na przykład gdy polski czy rosyjski propagandysta chciał skrytykować politykę Ronalda Reagana, to zamiast pisać co sam myśli, używał zwrotu: „zdaniem obserwatorów”, niby niezależnych, zewnętrznych, obiektywnych. Można powiedzieć, że tamci specjaliści znaleźli dzisiaj godnych naśladowców, w tym także autorów piszących do bądź co bądź encyklopedii.

Jak zatem pisać o politykach, do niedawna bądź wciąż jeszcze aktywnych? Wydaje mi się, że jak najmniej, i głównie oczywiste, nawet suche, fakty. Wiadomo: każdy polityk jest krytykowany, ciągle mu się coś zarzuca, robi z igły w postaci różnych błahych wypowiedzi czy zdarzeń widły stawiania przed Trybunałem Stanu. Ale jeśli nie ma to tego typu konsekwencji, to po co o tym pisać? W ten sposób można stworzyć odpowiedni portret każdego, na przykład o Tusku napisze się, że „zdaniem komentatorów, stał się źródłem przecieku w aferze hazardowej”, o Jarosławie Kaczyńskim: „według niektórych poglądów, jest homoseksualistą”, i podobne rewelacje. Być może nie ma się czym przejmować, bo to „tylko Wikipedia”, i czego tu wymagać, ale jednak wiele osób korzysta, i dobrze by było, gdyby zdawały sobie sprawę z przekraczania reguł i manipulacji, których różni gorliwcy tam się dopuszczają. Dobrze że chociaż nie za państwowe pieniądze, jak w IPN.

niedziela, 15 listopada 2009, aps